Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


12.09.2014

trzy wiersze na wrzesień


pierwsze spotkania - KAROLINA KUŁAKOWSKA

Niech będzie - akcja

przyjemny spacer w szerokim mieście,
a kocie łby zaglądają między uda.

Gdy zaczyna ci cieknąć z nosa daję chusteczkę,
a jakaś kobieta mówi, że daje się tylko mężowi.

Wyobrażam sobie, że ona jest jedną z tych, które
dzielą kobiety na święte i kurwy.

A praca, to taki rodzaj masturbacji;
niby dobrze, ale nie

do końca.

z tomu "Puste muzea" Zaułek Wydawniczy Pomyłka Szczecin 2013



IMVHO - MARIUSZ CEZARY KOSMALA

Lecz wiem, jesteś oszustką - kilka kilobajtów
śliny, co przez Internet pocałunkiem wionie.
Wysuwam język, sprawdzam, nic nie czuję - drobne
ukłucie tylko, jakby kto szpilkę wbił w język,

którego nie rozumiem. Można sobie język
połamać, gdy się chce na głos czytać te drobne
słówka, którymi ekran komputera wionie.
I tak insynuujesz po sześć kilobajtów

na sekundę. Lecz skąd u ciebie taki język,
jakby kto w niego szpilkę wbił. I twoje drobne
zęby gryzą - czy czasem ugryziesz się w język

tak, że aż wionie z bólu krzykiem kilobajtów?
Lecz wiem, jesteś oszustką, twój język to drobne
aplety kilobajtów, z których ślina wionie.

z tomu "Sequel" Wydawnictwo Chełm Siedliszcze 2008



Biały wiersz, biały wiersz dla dziewczyny - JANUSZ RADWAŃSKI

Ore, ore, szabadabada, labore. Z benedyktyńską cierpliwością
ślęczę za kółkiem. pamiętaj o zjeździe na Paradyż. Paradyż,
to brzmi rajsko. Ale nie z nami te numery, o nie.
Nawet od forsy za pacyfistyczne wiersze płacę podatki,
za które to państwo prowadzi wojnę. Z tej perspektywy
Paradyż brzmi jak paraliż. Żadnemu miejscu nie wolno
dać się nabrać tak, jak dałem się nabrać tobie - pełną garścią.
Nigdzie nie wolno zatrzymać się na dłużej niż wymaga tego zmiana
dziecku brudnej pieluszki albo urwanie następnej części
rozpadającego się tłumika.Niech zostaje po nas tylko zapach dymu
i wróżby. Sodomie i Gomorze będzie lżej w dzień sądu.
Na razie śpij ukochana, śpij Klwowie, Inowłodzi, Przysucho.
J i rozpierdolony tłumik wam mój ulubiony madrygał.
Hej, amore, szabadabada.

z tomu "Księga wyjścia awaryjnego" Stowarzyszenie Żywych Poetów Brzeg 2012


30.08.2014

Feel the Earth move and then hear my heart burst again

byłam pocztą głosową

Sylwii

Daniel Craig spada z dwunastego piętra,
zagląda ludziom w okna, emerytowany bohater
na głębokim rauszu okłada żonę. starsza pani
szarpie szczotką rzadką sierść pudla, małoletni

dealer wpuszcza w kanał cały towar. ma oczy
w kolorze luksferów i zaciska usta jak wężyk
na przedramieniu. ktoś w zapamiętaniu uderza
w klawisze i płyną dźwięki i łapią za serce

Daniela Craiga, który już wcale nie chce lecieć.
zatrzymałby się, ale akurat tego nie ma
w scenariuszu. jest tylko dokładnie wyreżyserowana
śmierć. na trawniku przed biurowcem

ścinają ostatnie żdźbła trawy, idzie jesień,
ta jesień, której ani Daniel, ani nikt nie przeżyje
tak, jak by chciał. jeśli chcesz zostawić wiadomość
wciśnij siedem i zapomnij, że to szczęśliwa cyfra.


MG 30.08.2014.






27.08.2014

Murakami po raz kolejny



"[...] Może i jestem pozbawionym treści, jałowym człowiekiem, myślał. Ale może właśnie dlatego niektórzy, choć na krótki czas, znaleźli sobie we mnie przystań. Tak samo jak ptaki aktywne nocą znajdują sobie na jakimś opuszczonym strychu bezpieczne miejsce na odpoczynek w ciągu dnia. Prawdopodobnie spodobała im się ta pusta, mroczna i cicha przestrzeń. A skoro tak, być może powinienem się cieszyć, że mam w sobie próżnię. [...]"

Haruki Murakami "Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa" MUZA SA Warszawa 2013. 





13.08.2014

But the world has got him down on his knees



carpe diem

roztwór rivanolu, prawa strona twarzy
w kolorze renklody, a następnym razem
ty patrz jak upadasz i wyciągaj ręce
zanim czule przytulisz chłodny, szorstki beton.

roztwór altacetu, prawa strona uda
w kolorze węgierki, a John Keating umarł
na siedząco, na pasku. miedzy piekłem a niebem,
futryną a drzwiami. lekki zgrzyt w kosmosie,

roztwór etanolu, bo nie można wiecznie
żyć z takim uśmiechem. po prostu, na krześle
wyciągam sobie szwy, potem co godzinę
wpisuję kod captcha, żeby się połączyć.


MG 13.08.2014







trzy wiersze na sierpień


MACIEJ RAŚ - WIERSZ NOCY ZIMOWEJ

oko trzeba zmrużyć, ciało trzeba dotrzeć,

a wiersz zakorzenić, nie dopuszczać
nadużyć - powziąć jasny zamiar,

uprzejmości wymienić i do form powrócić.
Pójść porozmawiać w lekkiej bluzeczce,

nadużyć tych form, tak chociaż troszeczkę:
wziąć do ręki mapę, wyjaśnić sytuację,

wskazać miejsce, z którego, poniekąd
przypadkiem, wchodzisz przez szklane drzwi,

kiedy czynię obserwację, przerywasz
rozmowę i niejako na dokładkę

oznajmiasz z uśmiechem: odłóż tę mapę,
jesteś własnym echem.

z tomu "Pasmo" Strzeliński Ośrodek Kultury Strzelin 2013


JAROSŁAW KLEJNOCKI - ZAPOWIEDZIANY

Mieszkałem w jej ciele A teraz szybuję
Jestem cząstką obłoku Lśniącym opiłkiem
w ogonie komety Cieniem jaki rzuca mgła
na przemoknięte zbocza Pozostawiłem ich
Znów samych Widzę jak spacerują z psem
Obejmują się i choć nikt nie słyszy mówią
do siebie szeptem Zapowiedziałem
swe przyjście Ale nie Jeszcze nie teraz
Czemu, nie powiem To tajemnica Tymczasem
czuję w nich kolce rosnące od wewnątrz
Nie umiem współczuć bo moje ciało nigdy
nie poznało bólu Chciałbym żeby wierzyli
że wszystko ma sens i swoje uzasadnienie
Nad ich głowami tańczą małe ogniki.

z tomu "Elegia na śmierć szczegółów. Wiersze wybrane" K.I.T Stowarzyszenie Żywych Poetów
Brzeg 2012


JOANNA PUCIS - DWUDZIESTY ÓSMY SIERPNIA

rozgrzane popołudnie
redukuje biurowce na zachodniej ścianie nieba
do wyblakłego kodu paskowego na tle czerwieni
codzienna autodestrukcja miasta

stoję po drugiej stronie mostów jeszcze nasycona łąką
patrzę na pejzaż znów nieznany
horyzont dziwnie obcy

miasto chwilowo mnie nie dotyczy
w braku trzeciego wymiaru nie znajduję nic
co chciałabym zatrzymać na dłużej

wieczór szykuje zagładę ostatnim owadom.

z tomu "Znaki nieszczególne" Stowarzyszenie Salon Literacki Warszawa 2013





nawet ryby nie wiedzą, że pada


"[...] Wyczerpany tymi marzeniami na jawie, zaczynałem wyglądać przez okno. Utkwiłem w martwej, wyschniętej krainie. Moje wizje wyssały barwy ze świata. Widok przede mną wydawał się płaski, prowizoryczny. Każdy przedmiot był ziarnisty, koloru piasku. Prześladowały mnie pożegnalne słowa mojego przyjaciela z lat szkolnych: Każdy umiera inaczej. istnieje wiele rodzajów śmierci. Ale ostatecznie...zostaje tylko pustynia.[...]
Uszły ze mnie wszystkie siły, zupełnie jakby ktoś zakradł się za moimi plecami i cicho wyciągnął zatyczkę.
Z obiema rękami na stole, ukryłem twarz w dłoniach..
W tym mroku ujrzałem deszcz padający za morze. Delikatnie skrapia jego ogromną powierzchnię, lecz nikt tego nie widzi. krople uderzają o taflę wody, ale nawet ryby nie wiedzą, że pada.
Dopóki ktoś nie przyszedł i lekko nie położył mi ręki na ramieniu, myślami byłem przy tym morzu.[...]"

Haruki Murakami " Na południe od granicy, za zachód od słońca" Wydawnictwo MUZA SA Warszawa 2006





12.08.2014

O kapitanie, mój kapitanie!! Nasza pełna lęku podróż dobiegła końca


ROBIN WILIAMS 1951-2014




Walt Whitman

O kapitanie, mój kapitanie!!
O kapitanie, mój kapitanie!! Nasza pełna lęku podróż dobiegła końca.
Okręt pokonał każdą nawałnicę, nagroda, na którą polowaliśmy, zdobyta,
Port już niedaleko, słyszę dzwony, ludzie wiwatują.
A oczy wiodą na kil, statek groźny i śmiały;
O serce! O serce! Serce!
O skrwawione kroplami czerwieni!
Tam gdzie na pokładzie Mój Kapitan leży
Zimny i martwy.

O kapitanie, mój kapitanie! Powstań i posłuchaj dzwonów;
Powstań – dla Ciebie wciągnięto flagę – dla Ciebie trąbka zagrała,
Dla Ciebie bukiety i ozdobne wieńce – dla Ciebie nabrzeże triumfujące,
Tobie wiwatuje ten rozkołysany tłum, ochocze twarze obracają się,
Słuchaj Kapitanie! Ukochany ojcze!
Moje ramię pod Twoją głową!
To ten sam sen, który śniłeś!
Ten właśnie sen z Twojego pokładu,
Na którym spocząłeś zimny i martwy.

Ale Mój Kapitan nie odpowiada, jego usta są blade i bezgłośne.
Mój ojciec nie czuje mojego ramienia, nie ma w nim życia i woli.
Okręt już zakotwiczył bezpiecznie i pewnie, podróż skończona i dokonana,
Z przerażającego rejsu zwycięski statek przybywa z nagrodą,
Wiwatuj tłumie i dzwony dzwońcie!
Lecz ja żałobnym krokiem
Przechadzał się będę po pokładzie,
Gdzie mój Kapitan leży zimny i martwy.



06.08.2014

Dancing on a ticking bomb


dwieście pięćdziesiąt jeden*

J

chcę napisać wiersz, nienawidzę średniówki,
która mi się wpieprza po siedmiu i drąży
i każe pilnować, żeby tak rytmicznie
jak zwykle dochodzę i tym razem dojść

do sedna niczego. na nocny przystanek,
który nie istnieje, a którego szukasz
jak świętego Graala, jak ostatniej szansy
na ewakuację z oblężonej twierdzy.

mam tu pełną lodówkę i niechciane frazy,
co działają na nerwy jak stuknięty sąsiad,
jego liebe heimat, moje can you feel.
szklaną kulę, w której wszystkie nasze schizy

wirują jak płatki, gdy gwałtownie poruszasz
odrzucając głowę, klatkę. ten rodzaj przymusu
jest nam całkiem obcy. jest nam niepotrzebny.
mam tu pełną lodówkę, w której nie ma chemii.

* nr linii autobusu nocnego z Junikowa na Dworzec Główny

MG





29.07.2014

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 34


czyli: co się dzieje, jak kobiety robią szum?

Gdańsk, piątek 25.07. 2014r godz. 20:50 dworzec PKS. 

Wyłoniłam się z PolskiegoBusa i powitały mnie entuzjastyczne okrzyki i ramiona przyjaciół (już przyjaciół) z Gdańska, chyba jeszcze nigdzie nigdy nikt mnie tak nie witał :) Przekrzykiwania, opowieści, relacja z podróży, najpierw zabrali mi torbę potem zabrali mnie. Ciepły wieczór, cudni ludzie, spacer z dworca na starówkę. Potem chwila w hotelu i dalej dalej, na Piwną, stolik w knajpie, do Basi, Lenki, Andrzeja i mnie dojeżdża w końcu Ewka i już można gadać o wszystkim, o tym co u kogo, kto z kim, jak komu i co się działo przez te pół roku, bo tyle czasu minęło od ostatniego spotkania. Gadaniu nie ma konca, jestem szczęśliwa, ze ich widzę, że w końcu mamy czas, do późna w noc.

Gdańsk, sobota 26.07.2014 Hotel Wolne Miasto i wolne miasto

Jest 9:00, śniadanie do 10:00 więc szybki prysznic i śmigam, siadam przy stole i jakoś mi dziwnie, już wiem dlaczego - pierwszy raz na wyjeździe nie jem śniadania z Dorotką, ale myślę o niej wsuwając jajecznicę. Kończe, wyłażę na miasto, zaczyna padać (mam kurtkę przeciwdeszczową), niezrażona łażę po Jarmarku Dominikańskim, gdzie przyłapuje Zagłobę na gorącym uczynku z szabelką, fajne baby i kaszubskie ruchanki.
Pani z budki profesjonalnie czyści mi okulary, które wytrzymują jakieś 3 minuty na deszczu, po czym znów domagają się wycieraczek :) Wracam na chwilę do hotelu, dzwonię do Dorotki, opowiadam o śniadaniu i o wszystkim, więc jest tak, jakby ze mną tu była. No dobra, prawie.

Gdańsk, sobota 26.07.2014 Gdańska Galeria Miejska Im. Guntera Grassa.

Godzina 12:00, poznaję fantastyczne dziewczyny: Monikę, Ewelinę, Natalię i Iwonę, robimy próbę, burza mózgów, burza bab z pomysłami i już jestem pewna, że się uda, bo w takiej ekipie musi się udać, nie ma wyjścia. Po dwóch godzinach już wiemy co wiemy i wiemy, czego nie wiemy, czyli jest tak, jak powinno być. Mam plan iść zwiedzać, ale tak leje, że mokra jak ściera docieram do hotelu suszę się i zasypiam.

Gdańsk, sobota 26.07.2014 Gdańska Galeria Miejska Im. Guntera Grassa.

Godzina 18:30, my w pełnej gotowości, rozstawiamy sprzęt, dokonujemy ostatnich ustaleń, biegamy z krzesłami, nożyczkami, Uroczy technik Konrad dokonuje cudów realizując nasze pomysły. Wydaje nam się, że mamy mnóstwo czasu - czas się kurczy, więc go gonimy, Baśka znosi rekwizyty do kolażu, Ewelina na boso biega i recytuje, Iwona i ja snujemy się pod nogami, w końcu targamy rower stacjonarny, ustawiamy krzesła. Poznaje Martę, która wpada i ratuje nas białym winem, jak dobry anioł, Ewa ze stoickim spokojem ogarnia nasze schizy, pokazuje jak się skupić i się nagle wszystko składa, działa, brzmi z echem i z przytupem. Trema gdzieś się ulatnia, już możemy ruszać, pod nogami plącze się cudny Ramuś.. Ludzie na zewnątrz czekają.

Gdańsk, sobota 26.07.2014 Gdańska Galeria Miejska Im. Guntera Grassa.

Godzina 20:45. Ruszamy, Monia zaczyna, rozkręca się, idzie dobrze, działamy jak jeden wielki organizm, jedna reaguje na drugą, wciągamy ludzi w robienie kolażu, siedzą, kleją, rysują, wycinają, w tym czasie ktoś zasuwa na rowerze stacjonarnym, czytamy, łazimy, wkurzamy publikę, która nie ma spokoju. Iwona z Eweliną czyli Herta i Wiśka narzucają tempo, dzieje się samo, odgadujemy się bez słów. Wszystko idzie zgodnie z planem, uzupełniamy się doskonale. Publika się włącza, nie trzeba nikogo namawiać, sami idą, kleją, tworzą. Potem gra Natalia, gra magicznie, tworzy niesamowity nastrój, już nie ma szaleństwa, jest chwila na refleksję,ciszę. Ludzie słuchają. Kończymy. Marta i wino, miotły, zbieranie chaosu, w tym czasie część ekipy idzie szukać miejsca w knajpie. Kończymy porządki, wypijamy do końca wino, zbieramy ekipę i idziemy tam, gdzie na nas czekają.

Gdańsk, sobota 26.07.2014 pub Szafa

Istne szaleństwo, w końcu mogę uściskać Dominikę i Marcina, truć im tyłek co słychać i prowadzić przesłuchanie :) Poznaję w końcu Dawida, z którym znamy się z wierszy i Facebooka, skaczę w obcasach i kiecce przez płot, usiłuję być ze wszystkimi, Kasia trochę przerażona nie zna nas, więc spogląda jak na kosmitów. Sławek próbuje zgrać tę całą bandę.Tańczę z Ewą i Jaromirem, Basia pilnuje, żeby mi do końca nie odbiło :) Darek wróży mi z ręki :) Znów cudny gwar, każdy gada z każdym, przekrzykujemy się, jeden przez drugiego opowiada co słychać, głosy się mieszają, śmiech dźwięczy. Dostajemy w prezencie fajerwerki i jest pięknie i jest tak, jak powinno być. Andrzej jak zawsze praktyczny próbuje nas ogarnąć, ale średnio się to udaje :) Nad ranem z Basią, wyciągamy chłopaków na spacer po Gdańsku, jakiego nie znałam. Magiczne chwile i magiczne miejsca. Dziękuję :)

Gdańsk, niedziela 27.07.2014

Zasypiam na PolskiBus i ląduję u Lenki na śniadaniu i kawie. Milenka rysuje dla mnie cuda, gadamy do upadłego, Miśka pokazuje swoje cudne rysunki, aż czas na dworzec, kupuję bilet i okazuje się, że nie ma już miejscówek. Jadę 4 godziny w korytarzu, w 30 stopniach czytając Murakamiego na zmianę z Elewatorem, młody chłopak siedzący na torbie częstuje mnie śliwkami od mamy. Dobre śliwki, dobre otwarte okna pociągu. Gość obok mnie czyta Świetlickiego, posyłam mu porozumiewawczy uśmiech. O 17:02 ląduje w Poznaniu, wykończona, ale szczęśliwa. Człapię na tramwaj, z tramwaju do domu. W międzyczasie opisuję smsem wszystko pewnemu przystojniakowi :) Ziomka raczy mnie obiadem, zasypiam na siedząco.

Kochani, co tu dużo gadać, jestem z Gdańska! :)