Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


18.07.2014

trzy wiersze o odchodzeniu


KRYSTYNA MIŁOBĘDZKA - DO DRUGIEGO PRZED SIEBIE IDĘ

idę a nie ma przyjścia. Znowu idę do was wierzę gdzie się spotkamy, gdzie
nam się spotka, gdzie nas wszystkich. Muśnięcia bez śladu, ta lekkość
ze światem ta światowość bycia krwiodawców krwiopijców. I tak was nie
owinę wokół siebie ani z siebie tyle wyjdę żeby kołem. Wy moi daleko
pochwyceni w to samo co mnie krąży.


JERZY JARNIEWICZ - WIERSZ ORZEKAJĄCY

skoro pytasz
pewnie wiesz

a jak tak
to odpowiedzi nie będzie

nie ty jeden
najadłeś się strachu

teraz czas
na przeżucie

bez pytań
to jest

w pojedynkę
we dwoje

otwartych jak strach
oczu


MARCIN ŚWIETLICKI - USUWANIE

Usunąć wszystkie niedopałki
po papierosach ulubionej marki,
ażeby tutaj po moim pobycie
żaden nie został ślad.

Usunąć wszystkie odciski palców,
usnąć na chwile pośród martwych,
tuż przed snem z twarzy zetrzeć jednym gestem
ostatnią twarz.

Wyśnić znikanie, redukcję dokładną,
pierzchające kolory, pozostawić na dnie
jeden jedyny wyraz. Z nim to z martwych
po chwili wstać.

z "Powiedzieć to inaczej" WBPiCAK Poznań 2011





16.07.2014

In this game of survival there's too many rivals

wiersz nader sympatyczny

chłopcy z moich okolic z durnymi ksywami,
na zdjęciach sprzed kilku lat poprawiają włosy.
oryginalni inaczej, z pretensją do życia,
co im tak zapierdala, że nie zdążą zdążać.

chłopcy z mojej dzielnicy, z byłymi żonami,
z aktualnymi dziećmi, starym samochodem
śmigają the road to hell szukając miłości
między nogami córek nieobecnych ojców.

chłopcy z tanich dyskontów, kuszących promocji
po piętnaście za miesiąc szukają miłości.
wolny zawód, tak wolny, że nic się nie dzieje
tylko singiel Celine Dion albo ESKA TV.



MG 16.07.2014


12.07.2014

The skies they blink at me


trzydzieści trzy razy trzy (bo do trzech razy sztuka)

ci, co przychodzili nocą pojawili się w dzień,
wołali: baw się z nami, przynieśli skakankę
lecz kręcili zbyt mocno, zbyt szybko uciekał
czas, co jak brudna szmata owinął się ciasno,

cuchnął uryną i potem, utknął kneblem w ustach.
ci, co przychodzili nocą pojawili się w dzień
skacz - wołali - wysoko, nie bądź frajer i skacz
nie bój się, nie zaboli, aż do utraty tchu.

Filipowi (1982-2014)




09.07.2014

MURAKAMI raz jeszcze


fragment:y

[...] - Mam zamiar rozmawiać z tobą tak szczerze, jak to tylko możliwe - powiedział.
Zabrzmiało to jak dosłowny cytat z jakiegoś oficjalnego dokumentu. Dobór słów i składnia poprawne, ale żadnego uczucia.
- Szczera rozmowa to jednak nie to samo, co mówienie prawdy. Związek pomiędzy szczerością, a prawdą jest taki, jak miedzy dziobem, a rufą łodzi. Najpierw pojawia się szczerość, a dopiero na końcu prawda. I czas, który je dzieli jest proporcjonalny do wielkości łodzi. Dlatego prawda na temat rzeczy wielkich staje się widoczna dopiero po bardzo długim czasie. Niekiedy pojawia się dopiero po naszym życiu.[...]

[...]Wszystkie moje ubrania są niemodne, a moje płyty to antyki. Nie posiadam ani sławy, ani społecznego zaufania, ani seksapilu. Nie mam też żadnego talentu i nie jestem zbyt młody. Często mówię coś głupiego i potem tego żałuję. Używając pana słów, jestem przeciętnym człowiekiem. Czy mam coś do stracenia?
Jeśli mam, prosze mi powiedzieć co?[...]


Haruki Murakami "Przygoda z owcą" Wydawnictwo MUZA 2013 przekład Anna Zielińska - Elliott




05.07.2014

z życia polskiej poetki współczesnej 1


Piątek, a wiadomo, że w piątek normalnie być nie może, więc piątkowo było już od rana, gdy do kawy poczytałam fejsa, Szczególnie piękną historię o szczęśliwym małżeństwie, w której (historii) ona umarła na raka, więc on się powiesił. Z tego wszystkiego po wyprasowaniu odzienia wyjęłam wtyczkę od żelazka razem z gniazdkiem, ale nic to, bo w końcu eks małżonką zawodowego elektryka będąc - gniazdko przykręcić, uziemić itp rzeczy potrafię, tylko gdzie do jasnej cholery podział się śrubokręt, skoro zawsze był?! Przypomniałam sobie, że go ostatnio używałam, hmm tylko do czego? (a gniazdko na kablach wisi i straszy, dziura zieje), przeszukałam wszystko co mogłam, znalazłam owszem, w przyborach do szycia (sic!). Przykręciłam, sprawdziłam, prąd jest. Przyodziawszy się w wyprasowane, zmuszona byłam udać się w miasto, w celu "załatwienia sprawy". Niewiele myśląc odpaliłam środek lokomocji rowerem zwany i ruszyłam, przejechałam 100 m, czuję, ze coś nie gra, bo gapi się na mnie idący drugą stroną ulicy wydziarany ziom i dziwnie się uśmiecha. myślę - no piątek, no rano, no dobra. Jadę dalej, dwa samochody na mnie zatrąbiły, zestresowana patrzę czy pod prąd nie jadę, a kierowcy się gapią z bananem na pysku. Kurde?! Pewnie się - jak to ja - czymś upaprałam przy śniadaniu. Jadę dalej, muszę nagle gwałtownie hamować i tu oto okazuje  się co ich tak bawiło. Otóż przyzwyczajona ostatnio do tego, że nie chodzę tylko jeżdżę nie pomyślałam, ze jazda w spódniczce mini na rowerze to tak raczej nie bardzo, W ogóle jakoś nie myślałam. 
Taka sytuacja. No nic, skoro powiedziało się A, to trzeba powiedzieć B, Dojechałam nerwowo obciągając spódnicę jedną ręką, drugą prowadząc i usiłując nie rozjechać wszystkiego po drodze. Podejrzewam, że sporo Poznańskich kierowców miało niezły ubaw. 
Co działo się w pracy, to już nawet nie chce mi się gadać - totalny Mordor. W drodze powrotnej, przed marketem Lidl będąc uprzejmą próbowałam puścić przodem harleyowca, a on się uparł, żeby mnie przepuścić i tak staliśmy jak debile, Oczywiście w końcu ruszając razem mało byśmy się nie pozabijali, ale przynajmniej nawiązał się całkiem miły dialog, że ja na rowerze on na motorze, ja że motory owszem, ale jednak ścigacze, on, że nie wiem, co tracę, On poszedł na dział alkoholowy, ja na warzywny, bo dobre bakłażany mają. Ok z dwiema siatami na kierownicy wracam powoli do domu, już niedaleko, już za chwileczkę już za momencik, Dobijam do bramy, szukam w torbie klucza, który (analogicznie do śrubokrętu) przecież kurwa mać gdzieś tu był! Szukam, nie wymienię, co z torby wyjęłam bo wstyd. 
Już mam czarną wizje, że nie wzięłam, że w pracy zostawiłam, że mogiła (dziecko 150 km od domu), że ja przez płot owszem, siaty owszem, ale rower? Że przyjedzie miły pan policmajster na motorze i mnie oskarży o włamanie na własną posesję? 
Uff znalazłam. otworzyłam drżącą ręką, wturlałam się z tym całym majdanem. 


Jesu! Piątek! Wolny weekend! PRZEŻYŁAM!

 


01.07.2014

rondo



jestem mokry jak zwierzyna łowna, jak jebany bażant smutku
                                                                 
                                                                           Jakub Sajkowski


łzy deszczu kapią na parasol naszej miłości,
gdy wciąż mijam te same domy i ulice jak ujścia,
wylotówkę na Dakowy Mokre, w których ciotka
hodowała króliki i świnie. mogłam bez obaw

przeciągać dłonią po bezbronnych karkach,
karmić i patrzeć do woli na króliki i świnie,
miłość i śmierć, a łzy deszczu kapią
na parasol naszej miłości. kręcę się w kółko,

jest rzeźnia, obora, albo nawet chlew. jest
zawrót głowy i pręty klatek i jest krzyk,
bo zawsze coś krzyczy, zawsze ktoś otwiera
i zamyka, ktoś kręci, a łzy deszczu kapią.


MG 07.2014






trzy wiersze na lipiec


TOMASZ PIETRZAK


Ujęcie 1

Tam wciąż jest Kaufhaus -
żywy, czerwony,
a we mnie smak metalu.
Pora przetopu w toku
i wszystko idzie ku gorącu.

Lato. Mówią o piekle;
przekonuję, że to od huty bije.

Za chwilę noc,
a z nią druga zmiana
wyjdzie z domów.
Znam wszystkich,
 którzy idą w kolumnie -
coraz mniej, coraz starsi.
Rdza unosi się w powietrzu.
Tłoki są głośniejsze
niż w dzieciństwie.

Opisuję to
na ostatnią chwilę.


Ujęcie 6

Moje domy i cegły,
na których pisało się imiona i kurestwa.
Moje domy i ich okna,
w których białe gardiny żeby nie widzieli.

Mój jeden mieszkaniec
ich domów, sprawca wojen na kije,
generał klopsztangi, major hasioka.
Jak tylko wyrośliśmy z armii,
wrośliśmy w siebie
i tak dwadzieścia lat w pokoju
w tle Huty Pokój.

Ten ich dom wchłania,
jak wchłonął innych przed nami.
To stąd ciepło, to stąd dobry sen.


Ujęcie 7

Drzew na ulicy niewiele, więcej na tyłach.
Korzenie nie są splecione i usycha wszystko
co wystaje. To nie pierwszy odprysk farby,

nie pierwsi ostatni lokatorzy. Nie ma już sił,
żeby to cerować. Pieroński krawiec wyjechał,
a z nim jego dzieci, złote rączki i robota.

Fin.
I zamykamy peleton. Dokąd się to rozpada,
dokąd znika? Zobaczymy, zobaczymy.


z tomu "Umlauty" Wydawnictwo FORMA. Fundacja Literatury im. Henryka Berezy
Szczecin, Bezrzecze 2014


30.06.2014

a propos wychodzenia z zakrętu


MARIA PAWLIKOWSKA - JASNORZEWSKA

List

Ktoś list dostał. Komuś serce bije.
Idzie czytać pod kwitnące jabłonie.
Czyta. Chwyta się ręką za szyję
i dno traci, i w powietrzu tonie.


Listy

Pani traci już wszelką powagę:
Czyha w bramie na listonosza!
Patrzy smutno, uśmiechem go błaga
jak ranny leżący na noszach.

Dni tej pani bez listów toną,
idą na dno w żalu bez granic...
aż się dziwi zmartwiony listonosz:
"ja bym tam napisał do pani"...


Listy

Do pieca, miłosny zeszycie!
Do pieca, listy - stos cały!
A żeście z ognia powstały,
więc w ogień się obrócicie!


z tomu "Poezje" Wydawnictwo SPES Kraków 1999


stoję wciąż o jeden krok za blisko

keep calm and love

nie znajdziesz mnie na listach tragicznych kochanek,
jednodniowych miłości z sercem w załączniku
romantycznego maila. nigdy nie napiszę
tego, co chcesz usłyszeć, moje oczy w deszczu

nigdy nie będą błyszczeć. od dawna matowe
jak nieczyszczone srebro, a wystarczy tylko
odrobina popiołu i uważne dłonie -
tak niewiele, zbyt wiele, więc nigdy nie będę

pięknym bibelotem. jeśli chcesz mnie znaleźć -
poszukaj w porno klubach, ogłoszeniach w prasie.
na licencji bogini ugrałam już swoje:
promocyjne minuty z kradzionego piękna,

upojone złudzenia, pomyłkowy dotyk
w alkoholowym widzie. wtedy można wszystko:
polec, zmięknąć, wypłakać uciążliwe wersy
i nie być albo być, bo co za różnica?

MG